Kolumbowie rosyjscy, gardząc
ponurym losem,
Wśród lodów nową drogę
otworzą na wschód,
I nasze dotrze do Ameryki
państwo.
M. ŁOMONOSOW
Jesień 1944 roku. Wojska radzieckie kończą wyzwalanie narodów Europy Wschodniej. Kto w tych przesiąkniętych prochem i trotylem dniach zwrócił uwagę na artykuł T. Farellego „Zaginiona kolonia Nowogrodu na Alasce”, który ukazał się w październikowym numerze amerykańskiego czasopisma „Wschodniosłowiański Przegląd”? A przecież w każdym innym czasie artykuł ten z pewnością wywołałby sensację, gdyż mowa była w nim o tym, że już pod koniec XVI stulecia rosyjscy osadnicy z Nowogrodu dotarli do Kołymy i, zbudowawszy tam 7 statków, drogą morską dopłynęli do ujścia Anadyr, czyli po raz pierwszy przeszli przez Cieśninę Beringa z Oceanu Arktycznego do Spokojnego. A jedna z nowogrodzkich łodzi dotarła nawet do Alaski, gdzie jej załoga założyła pierwszą rosyjską osadę w Ameryce.
Niewiarygodne! Czy w ogóle mogły zajść wszystkie te wydarzenia?
Cóż, zajrzyjmy do XVI wieku.
Uszkajnicy płyną na wschód
![]() |
| „Rysunek nowej ziemi kamczadalskiej” — najstarsza z zachowanych map Cieśniny Beringa. Przedstawia Półwysep Czukocki, Kamczatkę, część Wysp Kurylskich i Alaskę. Mapa datowana jest na rok 1700. Jej podstawą były dane uzyskane podczas ekspedycji Władimira Atlasowa (1695—1699). |
Ciężkie czasy przeżywał Pan Wielki Nowogród. Karna wyprawa cara Iwana Groźnego oraz trudy wojny inflanckiej zrujnowały i wyludniły pradawne miasto. Jednych stracono, innych przesiedlono w głąb Rosji przez carskich urzędników, jeszcze inni sami uciekli z rodzinnych stron.
A uciekać z Nowogrodu było dokąd. Nowogrodzianie pamiętali, jak ich przodkowie wędrowali do dalekich krain, gdzie obfitowało w zwierzynę i ryby, gdzie życie ludzi prostego stanu było swobodniejsze. Wiedzieli, że drogi do tych krain są trudne, lecz nie mieli wyboru. W niełasce u cara byli nowogrodzianie, więc musieli albo szukać szczęścia daleko, albo ginąć na szafocie.
I ruszyli w drogę nowogrodzcy uszkajnicy — myśliwi i wojownicy, pionierzy i zdobywcy. Rzekami i jeziorami, raz na wiosłach, raz pod żaglami, a czasem przeciągając swoje łodzie lądem.
Najpierw szli na północ — ku Morzu Lodowatemu, a potem wzdłuż wybrzeża — ku wschodzącemu słońcu. Wielu ginęło w drodze od burz i chłodu, od głodu i chorób. Inni osiedlali się na nowych ziemiach, a najbardziej uparci i wytrzymali płynęli dalej, owładnięci wiarą, że przed nimi czeka „ziemia obiecana”.
Zdawałoby się, skąd rosyjskiemu człowiekowi wiara, że istnieje dla niego taka ziemia poza Rosją? Otóż w Nowogrodzie zagnieździła się niegdyś dziwna herezja, przywleczona z Zachodu. Wiele wtedy mówiono, wiele było zamieszania nad Wołchowem — i zbuntowali się nowogrodzianie: Moskwa im się nie spodobała, zapragnęli żyć po swojemu. Myśleli, że po swojemu, a wyszło na rękę Lachom, Szwedom i Zakonowi. I przyszło wtedy carowi Iwanowi ratować świętą Sofię Nowogrodzką przed haniebną zdradą. I przyszło uciekinierom szukać ojczyzny poza ojczyzną.
Lecz nie ziemię obiecaną ujrzeli pewnego dnia nowogrodzianie, a skalisty przylądek. Za nim — morze wolne od lodu, fale wysokie i łagodne. Nie zdążyli się nawet rozejrzeć, gdy nadciągnęła burza, rozrzuciła statki, a jeden wyrzuciła na brzegi nieznanej ziemi.
Przyjrzeli się jej wędrowcy. Ziemia porośnięta bujnym lasem, pełna zwierza i ptactwa, a w rzekach — ryb. Żyją na niej ludzie o czerwonej skórze. I postanowili nowogrodzianie osiąść na tej ziemi. A cóż to za życie bez pokoju z tubylcami — zaczęli więc szukać przyjaźni z gospodarzami. W swej dyplomacji odnieśli sukces — nawiązali przyjaźń, zgodę, a potem zaczęli się nawet spowinowacać.
Mijały lata… Starzeli się ludzie rosyjscy, dorastały ich dzieci. Dzieci zachowały wygląd ojców, lecz obyczaje i zwyczaje przejęły od plemienia matek. Jednym słowem, Rosjanie zasymilowali się w środowisku tubylczym i tylko słowiański wygląd przekazali potomkom…
Czytelnik zapewne przygotował już pytanie: czyżby autor oparł swoją hipotezę o kolonizacji Ameryki przez Rosjan w okresie przedpiotrowym wyłącznie na artykule z amerykańskiego czasopisma? Oczywiście, że nie. Istnieją i bardziej przekonujące dowody, dostarcza ich historia kozactwa syberyjskiego. Wystarczy wspomnieć podróż Siemiona Dieżniowa.
Odyseja polarna
![]() |
| „Mapa Jakucka” z lat 1710—1711. Jedna z najstarszych map, na której na podstawie konkretnych danych zaznaczono Cieśninę Beringa i podano wiarygodne informacje o Alasce. |
Jedną z pierwszych pozycji dochodów państwa rosyjskiego w XVII wieku była „miękka rupieć” (futra). Ich główna część pochodziła z Syberii. Moskwa żądała coraz więcej futer, więc należało zagospodarowywać nowe terytoria, poszukiwać bogatych łowisk.
Tylko ludziom odważnym, zdecydowanym i wytrzymałym zadanie to było na miarę. Jednym z nich był Siemion Dieżniow. Wiedział on, że na wschodzie Syberii do oceanu płynie rzeka Anadyr, a lasy wokół niej obfitują w zwierzynę. Droga lądowa do Anadyr była ciężka, więc w 1648 roku kozak postanowił dotrzeć tam morzem.
Śmiałe przedsięwzięcie Dieżniowa zakończyło się sukcesem. Przeszedł on przez Cieśninę Beringa z jednego oceanu do drugiego (obok przylądka, nazwanego później jego imieniem) i dotarł do ujścia Anadyr.
Z bogatą zdobyczą Dieżniow powrócił w rodzinne strony, potem był w Moskwie, gdzie otrzymał stopień atamana. Tajemnic ze swojej podróży nie czynił. Śladami pioniera ruszyły ku Oceanowi Spokojnemu inne oddziały kozackie. Oswajały nową ziemię, zbierały jasak, handlowały, wypytywały tubylców o znane im kraje i ludy. Właśnie wtedy kozacy usłyszeli od Czukczów, Koriaków i Kamczadalów, że na wschodzie za morzem znajduje się Wielka Ziemia, gdzie żyją brodaci, jasnoskórzy ludzie.
Kim byli ci tajemniczy brodacze? Czyżby potomkami buntowników-nowogrodzian? A może kimś z towarzyszy Dieżniowa? Przecież nie wszyscy jego kozacy powrócili.
W tym miejscu warto wspomnieć jeszcze jeden epizod z historii podboju Północy. On również wiąże się z naszym opowiadaniem, lecz wydarzył się już w XVIII wieku.
Otóż w 1741 roku od brzegów Kamczatki wypłynęły w morze dwa rosyjskie statki — pakietboty „Święty Piotr” (pod dowództwem komandora Vitusa Beringa, zarazem dowódcy ekspedycji) i „Święty Paweł” (kapitan — Aleksiej Czirkow).
Instrukcja Kolegium Admiralicji nakazywała Beringowi odnaleźć tajemniczą „Ziemię Gamy” oraz zbadać wybrzeża Ameryki Północnej (przede wszystkim w rejonie cieśniny między dwoma oceanami).
Gdy iluzoryczność „Ziemi Gamy” została dowiedziona, rosyjskie statki skierowały się ku Ameryce, lecz niepogoda rozrzuciła je po oceanie. Statki straciły się z oczu.
17 lipca na „Świętym Pawle” dostrzeżono ląd i Czirkow postanowił go zbadać. Wysłano szalupę pod dowództwem Abrama Dementjewa. Otrzymał on rozkaz znalezienia miejsca kotwiczenia, źródeł słodkiej wody oraz, w miarę możliwości, nawiązania kontaktu z tubylcami.
Szalupa odpłynęła ku brzegowi — i przepadła bez śladu. Minął tydzień pełnego udręki oczekiwania, zanim na brzegu, w rejonie domniemanego lądowania, dostrzeżono ogień. Natychmiast wysłano drugą — ostatnią — szalupę, na czele z bosmanem Sawieljewem. Niestety, rezultat był ten sam — ani ludzi, ani szalupy, ani sygnałów…
Czirkowowi nie pozostało nic innego, jak pilnie udać się na Kamczatkę: brak wody i żywności, rozpoczęty szkorbut — wszystko to dawało mu prawo poświęcić 17 członków załogi w imię ocalenia pozostałych uczestników ekspedycji.
Nigdy ani współczesnym tych wydarzeń, ani ich potomkom nie udało się ustalić przyczyn zniknięcia szalup ze „Świętego Pawła”. Ale oto co wydarzyło się w 1788 roku.
W tym roku oświecony syberyjski kupiec i podróżnik Aleksiej Szelichow założył „Kompanię Amerykańską” w celu gospodarczego zagospodarowania nowych rosyjskich posiadłości.
Uprzednio postanowił nawiązać dobrosąsiedzkie stosunki z Indianami, w tym celu przybył na Alaskę i zaprosił do siebie wodzów miejscowych plemion.
Kiedy radosny tłum Indian, oczekujących dobrej wódki i przekąski, przybył na statek, Szelichow ze zdumieniem zauważył, że wielu z nich ma jasne włosy i niebieskie oczy.
„Czyżby to byli potomkowie dementjewców? — pomyślał Szelichow. — Przecież właśnie w tych stronach Czirkow stracił swoich ludzi. Trzeba ich wypytać”.
Jednakże, choć kupiec dolewał brodatym mężczyznom chleba-płynu, nie udało się ich rozmówić. Goście pili chętnie, lecz nie upijali się. Milczeli — i koniec.
„A niech was diabli — splunął w sercach kupiec. — Z wami to można całą ‘Kompanię Amerykańską’ przepić, a słowa nie wydobędziesz”.
Tak więc niczego konkretnego nie zdołał się dowiedzieć. Zanotowawszy jedynie w swoich zapiskach niezwykły wygląd niektórych aborygenów Alaski, Szelichow do tego tematu już nie wracał. My jednak dziś wiemy więcej niż Szelichow. I nie pół wieku przed założeniem przez niego swego przedsięwzięcia mogli wypłynąć z Rosji przodkowie jasnoskórych Indian, lecz znacznie wcześniej.
Kolumbowie rosyjscy..
![]() |
| „Mapa jakuckiego dworianina (syna bojarskiego) Iwana Lwowa”. W 1736 roku przekazał ją uczestnikowi 2. ekspedycji kamczackiej G. Müllerowi. Północ znajduje się na niej na dole. W ten sposób po prawej stronie przedstawiona jest Azja, a po lewej — Ameryka. W cieśninie między dwoma kontynentami zaznaczono Wyspy Diomedesa. Napisy na mapie dotyczą ludności, zasobów naturalnych oraz wskazują nazwy punktów geograficznych. |
W 1944 roku Amerykanie odkryli w archiwum jednej z rosyjskich cerkwi na Alasce dziwny list. Misjonarz Herman pisał do przeora klasztoru Wałaamskiego, że pierwsza rosyjska osada na Alasce została założona jeszcze w 1571 roku. Ta „zaginiona kolonia Nowogrodu” (jak nazwał ją amerykański historyk Farelly) znajdowała się nad brzegiem jakiejś rzeki bogatej w ryby. Herman donosił również, że o istnieniu tej osady wiedzą znani mu współpracownicy „Kompanii Rosyjskiej” Lebiediewa. Za pośrednictwem osób trzecich utrzymują oni kontakty z potomkami nowogrodzian.
Wychodząc z założenia, że kompania Lebiediewa działała w rejonie Zatoki Cooka i że właśnie tam (u ujścia rzeki Kiziłowej) w 1937 roku odnaleziono pozostałości dawnej rosyjskiej osady, Farelly uznał fakt istnienia nowogrodzkiej kolonii na Alasce w XVI wieku za całkowicie udowodniony.
Odkrycie nad rzeką Kiziłową nie było jedynym. W tym samym 1937 roku na Półwyspie Kenai (Kanada) również znaleziono pozostałości dawnej rosyjskiej osady, a pracownicy amerykańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych odkryli na Alasce wieś składającą się z 31 dobrze zachowanych domów. Naukowcy ustalili, że domy te wzniesiono 300 lat temu. Nie mogli ich zbudować ani Eskimosi, ani Indianie. Zostały wzniesione z bali, cegły, otoczaków i darni.
Wreszcie, informator o Alasce z 1914 roku donosił, że na zachodnim wybrzeżu Półwyspu Kenai znaczna część ludności jest rasowo mieszana. Tak, mieszkańcy tego regionu byli potomkami Rosjan i Indian. Ci Kreole (tak nazywa ich informator) mają własne szkoły i wyznają prawosławie.
Także rosyjskie archiwa potwierdzają początek rosyjskiego zagospodarowania Alaski nie tylko przed założeniem „Kompanii Amerykańskiej”, ale i przed podróżą Beringa. Kozacy-ziemioznawcy pływali z Morza Lodowatego (Oceanu Arktycznego) do Morza Ciepłego (Oceanu Spokojnego). Co więcej, wiedzieli oni, że na wschód od Świętego, czyli Czukockiego, Nosa (przylądka Dieżniowa) znajduje się Wielka Ziemia, zwana też Ziemią Gygmalską lub Ziemią Kyymyn.
Na mapach sporządzanych przez Kozaków zaznaczano nawet Wyspy Diomedesa (skrawki lądu w Cieśninie Beringa).
Oczywiście konfiguracja wybrzeża na starych mapach różni się od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Poziom techniki tamtych czasów oraz przygotowania kartograficznego pierwszych rosyjskich pionierów czynią ich błędy w pełni zrozumiałymi.
Bardzo interesujące szczegóły o ludności Wielkiej Ziemi zawierają kozackie „skazki” XVII wieku („skazki”, czyli raporty, doniesienia). Oprócz Aleutów i Indian wspomina się w nich także o brodatych, jasnoskórych ludziach. Ci białoskórzy Amerykanie modlili się po chrześcijańsku i Rosjan nazywali „braćmi”.
W 1788 roku „Kompania Amerykańska” Szelichowa założyła pierwsze fortyfikacje na Alasce. Jednak już w 1763 roku kozak Daurkin sporządził mapę Cieśniny Beringa, zaznaczając na niej wybrzeża dwóch sąsiednich kontynentów. Na amerykańskim brzegu kozak narysował twierdzę. Wśród jej obrońców Daurkin przedstawił jasnoskórych ludzi.
Interesujące informacje pozostawił nam także kozacki sotnik Kobełew. Przebywając na wyspie Igelin (Kruzenszterna), dowiedział się od tamtejszego starszyzny, osadnika z Alaski, że w jego ojczyźnie, nad brzegiem rzeki Jukon, znajduje się ostrog (twierdza) o nazwie Kyigowej. Mieszkają w nim Rosjanie. Są brodaci, potrafią czytać i pisać, mają księgi i oddają cześć ikonom.
Jak bardzo Kobełew rwał się do swoich amerykańskich współwyznawców, nie udało mu się z nimi spotkać. Wysłał jednak do nich list przy sposobnej okazji. Zaczynał się on tak: „Najmilsi moi bracia wedle ciała, zamieszkujący wielką, czcigodną ziemię amerykańską…”. Dalej Kobełew pisał, kim jest i po co przybył na Igelin, próbował ustalić, z kim ma do czynienia (wiara, pochodzenie), i uzgodnić miejsce spotkania.
Losy tego listu nie są znane, lecz wiadomo, że temu samemu Kobełewowi Czukcza Jachipka Opuchin opowiadał o swoim przyjacielu-Eskimosie z wyspy Uniak. Ten ostatni otrzymał na Wielkiej Ziemi od brodatych ludzi list, napisany na desce czarnymi i czerwonymi literami. Opuchinowi polecono przekazać go rosyjskiej załodze w Anadyrsku. Autorzy listu dołączyli także ustną wiadomość: wszystkiego im wystarcza, brakuje tylko żelaza. „Najmilsi bracia” bardzo prosili o jego przysłanie. Eskimos-kurier zeznał również, że nadawcy listu żegnają się znakiem krzyża i modlą się do Boga w „wielkim domu”. Było jasne, że na kontynencie amerykańskim żyją Rosjanie.
Listę informacji potwierdzających rosyjskie przenikanie do Ameryki jeszcze przed Szelichowem i Beringiem można by kontynuować. Czy jednak nie pora już przeanalizować powyższego?
Gardząc ponurym losem…
![]() |
| „Mapa Departamentu Geograficznego Akademii Nauk Imperium Rosyjskiego”, sporządzona z uwzględnieniem danych z mapy Daurkina. Przedstawia „Ziemię Czukocką”, „Morze Anadyrskie”, Alaskę, rzekę Chewuwren, a także twierdzę Chewjereń i jej obrońców. Czterech górnych wojowników oraz jeden wyglądający zza muru twierdzy mają jasny kolor skóry. Dwaj wojownicy stojący na murze — ciemnobrązowy. |
XVII i niemal cały XVIII wiek można nazwać epoką żywiołowej kolonizacji. Kozacy, łowcy futer, kupcy i marynarze docierali na Alaskę i tam osiadali. Daleko nie wszyscy pozostawili swoje imiona potomnym: syberyjskie archiwa z tamtych lat niemal w całości zginęły.
Jednak w tym, że rosyjscy pionierzy (w szczególności nowogrodzianie) mogli już w XVI wieku dotrzeć na Alaskę, nie ma nic niemożliwego. Pan Wielki Nowogród dysponował niegdyś znakomitą flotą i kadrą doświadczonych żeglarzy. Przenikali oni daleko na północ i na wschód Eurazji. Jednak według dostępnych dziś danych archeologicznych, nawet na początku XVII wieku granica rosyjskiej penetracji na wschód (w basenie Oceanu Arktycznego) przebiegała przez Tajmyr.
Dlatego kategoryczność wniosków Teodora Farellego jest na razie nieuzasadniona. Amerykanie nie prowadzili systematycznych i dostatecznie kompetentnych badań w tej dziedzinie. Ślady rosyjskich osad odkrywano przypadkowo. Można jednak przypuszczać, że wykorzystanie możliwości współczesnej nauki i techniki, a także perspektywa rozwijającej się współpracy uczonych ZSRR, USA i Kanady pozwolą sformułować dokładniejsze wnioski.
Niewątpliwie syberyjscy kozacy wiedzieli o istnieniu Wielkiej Ziemi za Czukockim Nosem i, sądząc po wszystkim, w drugiej połowie XVII stulecia zaczęli ją zagospodarowywać. Myśliwi, kozacy, poborcy jasaku, a następnie kupcy — oto kim byli ci „rosyjscy Amerykanie”. Przede wszystkim interesowały ich futra. Domagała się ich Moskwa, nimi opłacano potrzebne towary, same w sobie pełniły rolę jednostki pieniężnej.
Wraz z oddziałami „ludzi służbowych” na wschód Syberii ciągnęli także „ludzie wolni”, a nierzadko „złodzieje i buntownicy”. Być może do strumienia poszukiwaczy wolności dołączali także raskolnicy — przeciwnicy oficjalnej cerkwi. Czyż nie tym tłumaczy się fakt, że rosyjscy osadnicy na Alasce niezbyt chętnie dążyli do kontaktów z rodakami w urzędowych mundurach?
Cechą charakterystyczną rosyjskiej kolonizacji Alaski było to, że uczestniczyli w niej wyłącznie mężczyźni. Stąd obfitość małżeństw mieszanych. Tam, gdzie Rosjanie osiedlali się wspólnie, długo zachowywali swój język, wiarę, obyczaje i pismo. Natomiast tam, gdzie rozbitkowie lub wędrowni myśliwi wtapiali się w społeczności indiańskie, ich ślad szybko ginął.
Jeśli zaś chodzi o rdzenną ludność Alaski (Aleutów i Indian), to miała ona szczęście. Kozacy i administracja rosyjskiej „Kompanii Amerykańskiej” nie tępili tubylców z tą porażającą wyobraźnię okrutnością, z jakiej zasłynęli w Ameryce Hiszpanie i inni Europejczycy. Co więcej, w miarę swych sił i możliwości starali się zaszczepić rdzennym mieszkańcom Alaski pożyteczne umiejętności i podnieść ich poziom kultury.
Jednak ogromne zasoby naturalne Alaski były przez Rosjan wykorzystywane bardzo słabo. Do zagospodarowania Rosyjskiej Ameryki brakowało ludzi. To właśnie brak rosyjskiej emigracji na Alaskę stał się przyczyną utraty tej bogatej ziemi przez Rosję w drugiej połowie XIX wieku.









