Artykuł M. Czekurowa komentuje Bohater Związku Radzieckiego, wiceadmirał Grigorij Iwanowicz Szciedrin

Odkrycie, a następnie освоjenie północno-zachodniej Ameryki było wielkim osiągnięciem naszego narodu, rezultatem jego wytrwałego marszu „ku wschodzącemu słońcu” — od Uralu po Kamczatkę. Pod koniec XVII wieku odważni odkrywcy dotarli do Oceanu Spokojnego na ogromnym obszarze: od Cieśniny Beringa po Liman Amurski. I natychmiast, bez żadnej przerwy, rozpoczęła się dalsza penetracja rosyjskich pionierów na Wyspy Kurylskie, Wyspy Beringa i Aleuty, na Alaskę, a dalej — aż do samej Kalifornii. Wszystko to świadczyło o wzroście potęgi państwa rosyjskiego, które stało się wówczas znaczącą potęgą morską.
O ziemiach leżących na wschód od kontynentu azjatyckiego w Jakucku dowiedziano się już na początku XVII wieku. Kozacy, którzy dotarli na krańcowy północny wschód Azji, słyszeli od Eskimosów i Czukczów o wyspach oraz Wielkiej Ziemi, leżącej za Wielkim Oceanem. W opowieściach tych było wiele sprzeczności i niejasności. Ziemię tę nazywano raz wyspą, raz kontynentem. Jej położenie wskazywano to naprzeciw przylądka Dieżniowa, to u ujścia Kołymy.
O Wielkiej Ziemi wspominano w raportach Stadu-china (1647), Atlasowa (1701), Małgina (1710) i innych. Na początku XVIII wieku Prokopij Nagibin (1725) oraz Afanasij Mielnikow (1728–1730) próbowali dotrzeć do nieznanego kontynentu, lecz bez powodzenia. Właśnie wtedy pojawiły się pogłoski, że na Wielkiej Ziemi żyją Rosjanie. Łączono je albo ze starożytną (na sto lat przed Dieżniowem) wyprawą Nowogrodzian z ujścia Kołymy na wschód, wokół Czukotki, albo z domysłami na temat losu zaginionych towarzyszy Dieżniowa. Rzeczywiście: z siedmiu jego koczów (płaskodennych, jednomasztowych jednostek) dwa zostały zniesione na Kamczatkę (rzeka Nikołka), jeden rozbił się u ujścia Anadyr, a trzy albo zginęły, albo zaginęły bez wieści — co oznacza, że mogły dotrzeć także na Alaskę. Później za pierwszych rosyjskich osadników w Nowym Świecie uznano marynarzy, którzy bez śladu zniknęli w 1741 roku z pakietbotu „Święty Paweł” dowodzonego przez porucznika A. Cziri-kowa.
Pogłoski o dawnej rosyjskiej kolonii w Ameryce utrzymywały się przez cały XVIII wiek. Opowiadali o niej rdzenni mieszkańcy Czukotki (Czukcze i Eskimosi), wspominali także bywali tam ludzie służbowi: Małgin (1710), Daurkin (1765), Kobełew (1773) i inni. To samo twierdzili uczeni — uczestnicy ekspedycji Beringa: Müller, Steller, Lindenau, a także pracownicy kompanii Szelichowa (Boczarow, Izmałow — 1788). Również zagraniczni żeglarze (na przykład kapitan Gore — 1789) byli o tym przekonani.
Tak więc dawne rosyjskie osadnictwo w Ameryce jest faktem, najprawdopodobniej bezspornym. W 1944 roku w zagranicznej prasie opublikowano kopię listu pierwszego rosyjskiego misjonarza na Alasce — Germana. W pełni potwierdza on krążące na Czukotce niejasne pogłoski o istnieniu nowogrodzkiej kolonii na Wielkiej Ziemi, nad rzeką Kiziłową. W 1937 roku uzyskano jeszcze jedno potwierdzenie: podczas prac granicznych na Alasce, w pobliżu Półwyspu Kenai, odkryto rosyjską osadę. Według specjalistów miała ona co najmniej 300 lat.
Zestawiając list Germana z odkryciem z 1937 roku, amerykański badacz Theodore Farrelly uznał znalezisko za kolonię nowogrodzką. Radziecki historyk A. W. Jefimow uważa jednak za pewne tylko jedno: na Alasce istniała dawna rosyjska osada, która powstała zapewne w XVII wieku. Skąd jednak dokładnie przybyli jej mieszkańcy — pozostaje kwestią otwartą. Z opinią Jefimowa trudno się nie zgodzić.
„Można przypuszczać, że na Alasce istniała nie jedna, lecz być może wiele innych rosyjskich osad, podobnie jak istnieje wiele świadectw dawnych rosyjskich osiedli wzdłuż północnej krawędzi kontynentu azjatyckiego…”
Rzeczywiście, trudno jednoznacznie twierdzić, że właśnie ta dawna osada, składająca się z 31 domów, jest tą samą nowogrodzką kolonią, założoną w 1571 roku przez zbiegów. Można jednak dopuścić, że najprawdopodobniej tak właśnie było. I całkowicie pewne jest, że była to tylko jedna z rosyjskich osad, których zapewne istniało kilka.
Chciałbym podkreślić: nawet dziś, gdy minęło już ponad sto lat od opuszczenia przez Rosjan Alaski i Wysp Aleuckich (a Kalifornię opuściliśmy jeszcze wcześniej), ślady obecności naszych przodków nie zatarły się tam całkowicie. Autor tych słów w 1942 roku miał okazję odwiedzić wyspę Unalaska, w bazie morskiej Dutch Harbor. Na brzegu zatoki stoi aleucka osada Illiuljuk — dawna rosyjska wioska, założona przez myśliwych i przemysłowców w latach 1760–1770.
Drewniane domy, przypominające stare chaty, ciągną się wzdłuż jedynej ulicy, biała trzykondygnacyjna dzwonnica, niewielki kamienny kościółek z miedzianym krzyżem na cebulastej kopule. A na skraju osady stoją niczym dawny pomnik dwie armaty z uralskiego odlewu, ustawione na drewnianych lawetach.
Miejscowych mieszkańców (Aleutów) wysiedlono wówczas na Archipelag Aleksandra — nie widzieliśmy ich. Nasz przewodnik, amerykański porucznik Chase, mówił jednak, że zachowali oni rosyjskie imiona, nazwiska, częściowo także język oraz prawosławną wiarę, którą wyznawali niegdyś żyjący tu Rosjanie.
Podczas postoju w San Francisco grupa radzieckich podwodniaków odwiedziła dawny Fort Ross, położony 30 mil od miasta, nad Rzeką Rosyjską. Minęło sto lat od chwili, gdy Rosjanie stąd wyjechali, lecz w dawnej osadzie pozostał zrębowy magazyn i drewniany kościół. Co roku 4 lipca przybywają tu Amerykanie rosyjskiego pochodzenia na festyn i nabożeństwo.
Wydawało się, jakby nasi byli tu całkiem niedawno, i widziało się, jak odchodzą: jak pakują swój dobytek, uspokajają żony i dzieci, i głębokim ukłonem żegnają się na zawsze z ziemią, którą zagospodarowali własną pracą.
Pamiątką po obecności Rosjan na wybrzeżu Kalifornii pozostały toponimy — nazwy geograficzne rozsiane wokół San Francisco: Russian River, Russian Hill, Russian Gulch, Slavianka i kilkanaście innych…
Ogólnie zgadzam się z punktem widzenia M. Czekurowa, chciałbym jednak przedstawić trzy drobne uwagi.
Nie należy łączyć освоjenia Północy przez Nowogrodzian z uciskiem Iwana Groźnego. Proces ten rozpoczął się znacznie wcześniej — już w XI–XII wieku. Wiadomo, że w 1187 roku na Pieczorze i w Jugrze istnieli nowogrodzcy „danicy”. Jugrę i Pieczorę Nowogród uważał za swoje „wołości”.
I „ku wschodzącemu słońcu” na Rusi wyruszali nie tyle ludzie służbowi, ile przede wszystkim myśliwi i przemysłowcy, sami добыwający „miękkie futra”. Tak było również podczas освоjenia Rosyjskiej Ameryki. Ludzie służbowi podążali razem z nimi lub po nich, podporządkowując ludność „wysokiej władzy państwowej”.
Główną przyczyną, która zmusiła rząd carski do „odstąpienia” za symboliczną cenę Rosyjskiej Ameryki Stanom Zjednoczonym, było osłabienie państwa feudalnego po klęsce w wojnie krymskiej (1853–1856), czyli niemożność utrzymania terytorium, na które łakomie spoglądała największa ówczesna potęga kolonialna — Anglia.
Jeśli zaś chodzi o wpływ wspomnianej przez autora zachodniej herezji na Nowogrodzian, to domysł M. Czekurowa nie jest pozbawiony trafności. Nie bez powodu bowiem osadnicy nazywali rzekę Jukon Hebronem, co zresztą dobrze widać na mapie sporządzonej przez Departament Geograficzny Akademii Nauk, gdzie wyraźnie widnieje podpis: „Хевувренъ”.