Z wieków na wieki, od narodzin do śmierci, człowiek czuł swoją nierozerwalną więź z Ziemią, zachwycał się jej hojnością i cierpiał z powodu jej surowości.
Poeci wszystkich czasów wysławiali tę „kolebkę życia”, jej niezmierzone piękno; kapłani ubóstwiali władzę Matki-Ziemi. Tak było, dopóki samo człowieczeństwo nie zaczęło panować nad planetą, dopóki nie stało się coraz bardziej przytłoczone swoją zbyt „ziemską” naturą. Przeciwieństwo nieba i Ziemi, „góry” i „dołu”, wydawało się niezmiennym prawem życia, a ludzie jeszcze nie wiedzieli, że im było przeznaczone to prawo naruszyć. Cała światowa kultura powstała pod znakiem konfrontacji tych dwóch głównych zasad, ich walka stała się istotą antycznej dialektyki, wywołała śmiałe pragnienia i genialne przeczucia uczonych i mędrców, szukających odpowiedzi na nierozwiązane pytania istnienia w ognistych „empirejach” – za chmurami i niebieską twardą kopułą.
Poszerzały się starożytne wyobrażenia geograficzne, a w językach wszystkich rozwiniętych narodów skromne słowo „Ziemia” stało się nazwą całej planety. Jeszcze długo zbierały się rozproszone ogniska ludzkiego życia w jedną wielką Ziemię, nie od razu jej ludy zrozumiały siebie jako jedno człowieczeństwo.
Jednak w XX wieku na naszych oczach słowo „Ziemia” wyrwało się w niebo, w kosmos i stało się jednym z symboli eksploracji przestrzeni pozaziemskiej!
W 1970 roku gąsienice techniki kosmicznej pozostawiły swoje pierwsze bruzdy na „ziemiach księżycowych”, a po 5 latach ludzkość z podziwem spoglądała na surowe kontury „ziemi” Wenus, Marsa, a wkrótce strażnicy będą dostrzegać dalekie „ziemie” Jowisza, Saturna...
Sztuka wizualna gwałtownie wyrwała się z więzów fantazji o kosmosie. Po teleskopach, kosmiczna telewizja dała artystom możliwość zobaczenia niewidzialnego i nieznanego. W naszej epoce błyskotliwych sukcesów nauki i techniki kosmicznej, artyści-fantasty z nie mniejszym blaskiem bronią głównej zalety swojego talentu – zdolności widzenia ostrzej i głębiej niż reszta ludzi. Zarówno doświadczeni, jak i początkujący są zgodni w jednym – w dążeniu do wzbogacenia świata sztuki światem nauki.
W rysunku Olega Kirijenko „Na Marsie” (powyżej) nie można nie odczuć wpływu wiedzy naukowej o tej planecie.
Artysta nie stara się nic wymyślać, wie wiele na pewno i za pomocą sztuki stara się uzupełnić już znane. Dane naukowe i swoje wyostrzone uczucia poetyckie, dokładniej przeczucia, stara się połączyć w jedną artystyczną całość.
Przyszłość pokaże, czy ten syntez sztuki i nauki się udał, czy artysta był w stanie kontynuować dzieło naukowców? Ale spróbujmy wyobrazić sobie razem z nim, co zobaczą na Marsie pierwsze załogi ziemskie... Lekka mgiełka rozrzedzonej atmosfery, ślad rozgrzanych gazów wznoszących się rakietą, obłok wzburzonego pyłu przesłaniający wschodzące Słońce. Bezżywna, spękana pustynia rozciąga się aż po horyzont. Tylko świetlne miraże przemykają nad nią, igrając wszystkimi kolorami tęczy. Można narzekać, że Mars nie spełnił nadziei pierwszych pisarzy-fantastów, od Wellsa do Aleksieja Tołstoja, szukających na nim życia. Ale spójrzmy uważniej na dno kamiennej szczeliny, tam, gdzie zamarł kolejny statek kosmiczny. Oczy rzucają się jasne plamy na ziemi – może to kolonie mikroflory, której możliwość istnienia w rejonach marsjańskich kanionów została potwierdzona przy zdjęciach w podczerwieni Marsa w 1976 roku przez stację automatyczną „Wiking-2”?
Technika akwareli nadała rysunkowi charakter szybkiej szkicu z natury, tworząc dodatkowe wrażenie autentyczności przedstawionego. Można zauważyć, że tempera i farby olejne, bardziej właściwe dla wcześniejszego, „analitycznego” okresu malarstwa fantastyczno-naukowego, straciły swoje monopolistyczne panowanie w tym gatunku. Kto wie, może już teraz w sztuce wizualnej rozpoczęły się przygotowania do stworzenia w niedalekiej przyszłości szkiców i studiów na kosmicznym plenerze? Jednym z takich eksperymentów można uznać inną pracę Kirijenko – „Start z Księżyca”. Cyklopowe ogromne budowle księżycowego kosmodromu, które mogły być wzniesione tylko dzięki słabemu przyciąganiu na planecie, majestatycznie wznoszą się przed nami. Gigantyczna rakieta, lekko oderwawszy się od platformy startowej, na chwilę jakby zawisła nad nią. Za chwilę włączą się główne silniki, szybko unosząc statek. A gdy opadnie przesiąknięty słońcem obłok pyłu, oczom ziemian znów ukażą się wyraźne kontury przekształconego twórczym ludzkim trudem „księżycowego kontynentu”.
Niech naszym potomkom będzie dane stać się zdobywcami wielu jeszcze nieodkrytych „niebiańskich ziem”, wiemy, że nigdy nie przestaną czuć swojej nierozerwalnej więzi z Ziemią, nigdy nie zblakną dla nich barwy błękitnej planety, nie przygasną od dzieciństwa zapisane w pamięci drogie każdemu obrazy Ojczyzny – najdroższej na świecie „ziemi ziemskiej”.
Walery KLENOW,
znawca sztuki