Wynalazczość od dawna uważana była za przywilej „techników”. Ale obecnie nie tylko oni głowią się nad nowymi pomysłami; w ostatnim czasie pojawiło się w sporcie wiele rzeczy, które nawet najsłynniejszy czarodziej-technik nigdy by nie wymyślił...
Nieoficjalna statystyka twierdzi, że co drugi człowiek jest miłośnikiem piłki nożnej. A jednak wygląda na to, że zarówno samym sportowcom, jak i widzom nieco już obrzydło zwykłe „przerzucanie” piłki. Ich pragnieniem jest jeszcze bardziej zaostrzyć atmosferę na stadionie. I tak w Brazylii rodzi się autoball – rodzaj zmotoryzowanego szaleństwa. Gra toczy się w samochodach według wszystkich zasad zwykłego meczu, z brutalnością pomnożoną przez moc silników „Renault”. Lekko zabroniona. Gwizdek sędziego, który biegając „na własnych nogach”, próbuje kierować „ruchem”, oczywiście nikt nie słyszy. Za linią boczną stale dyżurują mechanicy, gotowi w każdej chwili usunąć rozbity „ekipaż” i wepchnąć na boisko nowy.
Miłośnicy piłki nożnej z Węgier i NRD uważają natomiast, że powierzchnia jest tańsza od drogiego auta – preferują brazylijskiemu „bolowi” „bol wsi”, który nazwali „puschball”. Ta gra staje się coraz bardziej popularna wśród niemieckich sportowców i kibiców. 28 tysięcy robotników i pracowników, z których jedna trzecia to kobiety, spędza wolny czas w siodle. A na Węgrzech w 1974 roku odbyły się międzynarodowe zawody w piłkę nożną na koniach.
"Skoro można ganiać piłkę w samochodach i na koniach, to czemu by nie przystosować do tego celu słoni" – uznali miłośnicy sportu z Tajlandii (r. i s. w tytule). Tam słoń od dawna cieszy się szczególnym szacunkiem i poważaniem, zresztą jak we wszystkich krajach Azji Południowo-Wschodniej. Niezastąpiony pomocnik przy ciężkich pracach, okazuje się również doskonałym sportowcem. I tak w mieście Thonburi rodzi się piłka nożna na słoniach. Tempo gry nie jest wprawdzie zbyt szybkie, ale za to temperatura emocji na trybunach jest niezwykle wysoka. Zwłaszcza gdy padają bramki, nie wytrzymawszy nacisku wielotonowych wykonań. Jednak słonie bardzo dużo jedzą, a w niektórych przypadkach jest to dość kosztowne, dlatego w indyjskim stanie Radżastan postanowiono zastąpić słonie bezpretensjonalnymi i mniej żarłocznymi wielbłądami.
„Krewnymi” piłki nożnej są siatkówka i koszykówka, a oto spaceball („kosmoball”, r. i s.). Ten drugi łączy w sobie cechy obu dyscyplin. Ta gra ma bardzo ciekawą historię: jednym z pierwszych nabywców sprzętu do spaceballa było centrum szkoleniowe amerykańskich astronautów. Następnie gra przeniosła się do Europy i obecnie jest bardzo popularna w wielu krajach świata. Od graczy wymaga się bystrego oka i szybkiej reakcji. Chodzi o to, że boisko (o wymiarach 3×4,5 m) to podwieszana stalowa rama z naciągniętym na nią elastycznym materiałem lub siatką. Na środku boiska znajduje się podwójna siatka, a na jego końcach zamocowane są siatki zabezpieczające.
![]() |
W grze może jednocześnie uczestniczyć 2–4 graczy. Istota jej jest następująca: każdy uczestnik musi starać się przerzucić piłkę przez okrągły otwór podwójnej siatki, robiąc to tak, aby nie dotknęła ona „boiska” ani „zabezpieczenia”. Przeciwnik natomiast, nie pozwalając piłce upaść, odsyła ją na drugą stronę.
Z reguły nowe dyscypliny sportu wymyślają sami sportowcy. Były polski szermierz Włodzimierz Strzyżewski wymyślił nową grę „ringo”. Przypomina ona siatkówkę (r. i s. 2). Tyle że zamiast piłki używa się tutaj zwiniętej w pierścień gumowej rurki, której nie przerzuca się przez siatkę, ale łapie. Po złapaniu jej należy tą samą ręką rzucić na przeciwną stronę boiska. W Polsce „ringo” uprawia wielu uczniów i profesorów, studentów i wojskowych; grają na boiskach do siatkówki, w lesie, na plaży. Nawiasem mówiąc, lekarze zalecają „ringo” osobom powracającym do zdrowia po operacjach w celu przywrócenia funkcji ruchowych.
![]() |
Wszyscy doskonale wiedzą, że latać można samolotem, helikopterem, lotnią, w końcu. A czy można wzbić się w powietrze... na spadochronie? Trudno odpowiedzieć. W każdym razie został on stworzony jako środek zapobiegający upadkowi i trudno nam wyobrazić sobie inne jego zastosowanie. Ale ostatnio widzowie na świętach wodnych w podmoskiewskim mieście Chimki nieraz podziwiali niezwykły widok: sportowcy próbowali wykorzystać spadochron do zupełnie przeciwnych celów – za jego pomocą wznosić się w powietrze (r. i s. 3). Samochód lub motorówka brała na hol spadochroniarza i po pewnym biegu ten wzbijał się na sto, a nawet więcej metrów w górę! Może pojawić się pytanie: po co jest potrzebny ten sport? Po prostu jest bardziej dostępny niż, powiedzmy, skoki z samolotu, a jednocześnie nabywa się umiejętności posługiwania się spadochronem.
Zresztą, jak to mówią, co kto lubi. Ktoś lubi ganiać piłkę, ktoś szybować pod chmurami, a wielu przyciąga gładka tafla zatok, zwłaszcza gdy nad tobą napięte żagle. Nie będziemy wam opowiadać o windsurfingu, który zyskał wielu zwolenników w naszym kraju. Mowa o czymś innym: jeśli usunąć maszt i żagiel, a samą deskę postawić na 4 kołach, otrzymamy przyrząd sportowy, który całkowicie oczarował mieszkańców USA. Tak oto dotarliśmy do „skateboardu” – jazdy na desce z kółkami, przypominającej dziecięcą hulajnogę (r. i s. 4). Można na nim wykonywać prawdziwe sztuczki cyrkowe. Do uprawiania skateboardu potrzebna jest praktycznie jedynie asfaltowa droga. Dla miłośników mocnych wrażeń zbudowano specjalne trasy, które przypominają tory bobslejowe. I wyposażenie sportowców przypomina to używane przez bobsleistów: kask, nakolanniki, nałokietniki i rękawice o szczególnej wytrzymałości. Nic dziwnego – prędkość deski osiąga sto i więcej kilometrów na godzinę!
A teraz kolejna metamorfoza windsurfingu: żagiel stawiamy na miejsce, na czterokołową deskę, i w rezultacie otrzymujemy prawdziwy jacht lądowy (r. i s. 5). W 1974 roku na drogach Ameryki przeszły one całkiem udane testy. Ślizga się taka „deseczka” całkiem śmiało, osiągając 50 mil na godzinę.
Cóż, z wodą przyjaźni się wiele dyscyplin sportu, ale niestety ma ona „zwyczaj” zamarzać. Co wtedy? Nie przerywać treningów na wiele miesięcy – tak uznał mistrz sportu z miasta Dniepropietrowsk J. Zawgorodnij i wymyślił oryginalny zamiennik kajaka, tylko poruszającego się nie po wodzie, a po... lodzie (zgł. 349 400, biul. 26–72)! Do deski przymocował dwie łyżwy, siedzisko i uzbroił się zamiast wiosełka kajakowego w bosak zaostrzony z obu stron (r. i s. 6). Niby łódka nie łódka, ale odczucia są takie same jak w kajaku.
![]() |
Inne rozwiązanie tego problemu znaleźli trenerzy 15. Państwowych Zakładów Łożyskowych z miasta Wołżsk w obwodzie wołgogradzkim. Pomyśleli: a jeśli lód jest cienki, jeśli zawieje śnieżne lub inne kaprysy pogody? Czy wtedy można mówić o treningach? Co robić?
A oto co: postawić kwadratową deskę z siedziskiem na szynach i koniec! Wystarczy wziąć takie samo zaostrzone wiosło-bosak i wyruszyć w drogę. Trasa dla „łódek”, wytyczona na cegłach, ma kształt pierścienia: na tym sprzęcie może jednocześnie ćwiczyć kilka osób. Wydawałoby się, że to nie lada nowość, a przy jej pomocy, swoją drogą, w ciągu zaledwie jednego roku w zakładach przygotowano 23 pierwszorzędowców i jednego kandydata na mistrza.
Mieszkaniec Hawajów, Frederic Kasyanov, cały wolny czas poświęca slalomowi wodnemu. A niedawno postanowił spróbować swoich sił w sporcie saneczkowym na wodzie. Skonstruowane przez niego sanie nazwał „Aquadart”. Są one mocowane liną do motorówki i mogą pędzić po falach z prędkością 30–50 mil na godzinę. Waga „Aquadartu” to zaledwie 14 kg.
![]() |
„Pomyśleć, sanie!” – powiedzieli starszy pracownik naukowy Kijowskiego Instytutu Politechnicznego W. Elisejew i dramaturg filmowy studia filmów popularnonaukowych A. Rożen i wymyślili motoserfing – drewniane spodek o specjalnym kształcie, holowane przez łódź (zgł. 679214, biul. 30–79). Na takim dysku można jeździć stojąc, siedząc, leżąc (r. i s. 7).
Natomiast francuscy wynalazcy wymyślili polo podwodne. Zasady nowej gry zapożyczono z koszykówki i piłki wodnej. Niemieccy sportowcy poszli jeszcze dalej: po prostu uprawiają piłkę wodną... na kajakach (r. i s. 8). Czy możecie sobie wyobrazić stan wioślarzy, którzy i w zwykłych warunkach mają niełatwo! Ale to wszystko oczywiście egzotyka. Natomiast miłośnicy narciarstwa z Bawarii szukają niezwykłości w zwykłym, dlatego zamiast kijków narciarskich używają lejców i przy pomocy jednego konia mechanicznego beztrosko przemierzają śnieżne przestrzenie (r. i s. 9). Co prawda, ten wynalazek nie jest tak oryginalny w naszym wieku, gdy podziwiamy łyżwiarstwo figurowe na nartach. A jednak niewielu miało okazję zobaczyć, jak Jim Campbell – instruktor sportu ze stanu Kolorado – jeździ na nartach stojąc na... głowie (r. i s. 10)! No a Fin K. Hakkinen znudził się zwykłymi biegami narciarskimi i twierdzi, że o wiele ciekawiej jest rywalizować w zjeździe... z samochodem. Na razie w tych zawodach wyraźnie zwycięża samochód, który na niektórych odcinkach trasy osiąga prędkość do 172 km/h (r. i s. 11).
Wyobraźnia naprawdę nie ma granic. Biedny bokser do trzeciej rundy i tak ledwo stoi na nogach, a tajskim miłośnikom boksu i tego mało: wzięli i skomplikowali i tak już trudną grę – teraz sportowcy muszą nie stać naprzeciw siebie w ringu, ale siedzieć na... kłodzie (r. i s. 12).
Siatkarze, koszykarze – słowem, wszyscy ci, którzy grają rękami – i tak nie zawsze potrafią opanować piłkę, a wyobraźcie sobie, że zamiast rąk używa się nóg! Nie każdy cyrkowiec poradzi sobie z takim zadaniem, ale w krajach Azji Południowo-Wschodniej to norma. Gra nazywa się „sepak takraw”, co w języku malajskim oznacza „gra w rattanową piłkę” (r. i s. 13). Nieco podobna do niej jest tajska gra „chinlon”. Plecioną rattanową piłkę należy jak najdłużej utrzymać w powietrzu, nie dotykając jej rękami.
Burzliwy rozwój techniki naturalnie pozostawia ślad również w sporcie. Nowa jego odmiana, która pojawiła się w USA, to zawody mini-samochodów sterowanych radarem (r. i s. 14). Będąc dokładnymi kopiami zwykłych samochodów wyścigowych (skala 1:3), osiągają prędkość do 85 km/h. Jest też rodeo na strusiach, które przyjęło się w Kalifornii, i szermierka na nartach (r. i s. 15).
PAWEŁ PETROW, inżynier




