Około stu lat temu, gdy samochody na całym świecie można było policzyć na palcach, nikomu nawet nie przyszło do głowy, aby je jakoś rejestrować. Jednak z czasem potrzeba taka się pojawiła. I wówczas, nie filozofując zbytnio, postanowiono skorzystać z bogatego doświadczenia w rejestracji pojazdów konnych i dorożek.
Pierwsze tablice rejestracyjne były tabliczkami z prostym numerem porządkowym, wydawanymi przez władze miejskie. Umieszczano je w najbardziej widocznym miejscu pojazdu. Ale oto w 1901 roku berliński kupiec Rudolf Hertzog nieoczekiwanie wystąpił w nietypowej dla siebie roli nowatora. Chcąc przypodobać się swojej młodej żonie Johannie Anker, na tabliczce świeżo zakupionego auta umieścił jej inicjały. Tak pojawił się pierwszy na świecie indeks kombinowany IA-1 (patrz ryc. 1 na 3. stronie okładki). I litery te stały się tradycyjne dla berlińskich pojazdów! Później kodem literowym zaczęto oznaczać miasto lub miejscowość, w której samochód był zarejestrowany.
Tabliczki z oznaczeniami liczbowymi pojawiły się w Monachium już w 1899 roku. Ich stosowanie stało się obowiązkowe w Paryżu od 1900 roku, w Nowym Jorku – od 1901, w Londynie – od 1903.
W Rosji takie tablice wprowadzono na początku XX wieku. Były to numery porządkowe nowo rejestrowanych pojazdów. I tak zarejestrowanemu jeszcze przed pierwszą wojną światową samochodowi „rolls-royce”, którym później jeździł W. I. Lenin, wydano tabliczkę z numerem 236 (ryc. 2). Zarządy miejskie wydawały zazwyczaj dwie tabliczki – do montażu z przodu i z tyłu. Dopuszczano nanoszenie przedniego znaku farbą na kratce chłodnicy, jak to praktykowano na przykład we Włoszech (ryc. 3).
W pierwszych latach po rewolucji organy władzy radzieckiej wydały dekrety o organizacji transportu samochodowego. Mowa w nich była o spisie samochodów i motocykli oraz o przepisach drogowych. 13 czerwca 1920 roku opublikowano także dekret „O tablicach rejestracyjnych”. Nakazywał on montowanie przedniej tablicy na lewym błotniku pojazdu, a tylnej – na części nadwozia lub specjalnym wsporniku nie wyżej niż łokieć od ziemi. „Tablice rejestracyjne – głosił dekret – muszą być utrzymywane w czystości i sprawności oraz w pełni odpowiadać swojemu przeznaczeniu: identyfikacji pojazdu w ruchu. Tablice pisane ręcznie są niedozwolone”.
„Świadectwa rejestracyjne” z tamtego okresu kontynuowały numerację porządkową samochodów, przy czym liczby stały się już cztero- i pięciocyfrowe (ryc. 4). Następnie dodano do nich indeksy literowe. W latach 30. przeprowadzono ponowną rejestrację pojazdów, a pod koniec lat 50. wprowadzono nowy system tablic rejestracyjnych, obowiązujący do dziś. Tak na rodzimych samochodach ogólnego przeznaczenia pojawiły się czarne tabliczki z 4 cyframi i 3 literami w kolorze białym, przednie – jednorzędowe (ryc. 6), tylne – dwurzędowe (ryc. 10).
Pierwsze litery serii to kod miasta, obwodu, kraju, republiki związkowej lub autonomicznej, w której zarejestrowano pojazd. Na przykład: MO, MK – Moskwa, LE, LD – Leningrad, KŻ – obwód kałuski, TT – Tatarska ASRR, MD – Mołdawska SSR. Trzecia litera serii – kolejna litera alfabetu. W rezultacie każdy znak o tej samej serii dwóch pierwszych liter może obejmować 9999 numerów porządkowych pomnożonych przez 27 liter, ponieważ nie stosuje się liter E, J, Ь, Ъ, Ы. Jednak z czasem i taka liczba znaków zaczęła być niewystarczająca. Dlatego stopniowo wprowadzano nowe indeksy składające się z liter często niezwiązanych z nazwą miejscowości.
Na tablicach stołecznych pojazdów w seriach literowych pojawiły się kombinacje MM, MN, ME. Natomiast dla niektórych miast i obwodów zabrakło „popularnych” liter. Widząc numer z pierwszą literą JU, nie próbujcie sobie przypominać miasta, którego nazwa zaczyna się od niej. Takie samochody pochodzą z obwodu moskiewskiego. Kombinacja CPA dotyczy Noworosyjska, ponieważ bardziej zrozumiałe NO oddano Nowogrodowi. Dla pojazdów udających się za granicę stosuje się litery identyczne w pisowni z łacińskimi, na przykład AVT, VEK, SOT.
Od 1 stycznia 1980 roku w naszym kraju dla rejestrowanych pojazdów wprowadzono nowe tablice rejestracyjne. Są one wykonane czarną farbą na białym tle. Zasada konstrukcji pozostała ta sama, ale w celu zwiększenia liczby możliwych rejestracji przewidziano ich oddzielne rodzaje dla samochodów prywatnych (ryc. 25) oraz pojazdów instytucji państwowych i przedsiębiorstw (ryc. 7). Podobnie jak wcześniej, przewidziano specjalne tabliczki dla przyczep (ryc. 5), ciągników i motocykli. Nowe tablice można odczytać z odległości o 30–40% większej niż stare. Staną się one nieodzownym elementem sygnalizacji zewnętrznej – dzięki folii odblaskowej wyraźnie oznaczają nadjeżdżającym pojazdom samochód stojący w ciemności bez oświetlenia z odległości do 400 m. Dla szybkich samochodów osobowych preferowano jednorzędowe rozmieszczenie indeksów. Badania wykazały, że są one odbierane szybciej niż dwurzędowe. Uproszczono czcionkę, co pozwala łatwo dostrzec numer pędzącego samochodu z odległości 40 m, co wcześniej było praktycznie niemożliwe.
W ostatnich latach specjaliści skłaniają się właśnie ku czarnym indeksom na białym tle. Nawiasem mówiąc, pierwsze tablice rejestracyjne były właśnie takie. Są one nadal najpopularniejsze – stosowane w NRD, na Węgrzech, w Bułgarii, CSRS, Jugosławii (ryc. 9), Szwecji, Szwajcarii (ryc. 15), RFN (ryc. 12). Nawet Anglia, gdzie białe napisy na czarnym tle stały się już tradycją od wielu dziesięcioleci (ryc. 11), rozpoczęła przejście na nowe tablice.
Jednak zestawienia „białe na czarnym”, które pojawiło się u nas w latach 30., będziemy jeszcze długo widzieć na tablicach rejestracyjnych, dopóki nie zakończy się całkowite przejście na nową gamę. Podobnego systemu używają Polska, Austria, Finlandia, Francja, Indie, Włochy (ryc. 18) oraz niektóre kraje Azji i Afryki.
Tło żółte i pomarańczowe stosuje się w Brazylii, Australii (ryc. 17), Chinach oraz na angielskich tablicach tylnych. Czerwone tablice można zauważyć w Belgii i we Francji (ryc. 14), niebieskie i błękitne – w Holandii i Monako (ryc. 27). Czerwone indeksy na białym tle występują na belgijskich (ryc. 19) i czechosłowackich tablicach, w Japonii zastosowano dla nich kolor zielony (ryc. 13).
Szczególną różnorodnością barw odznaczają się tablice USA i Kanady (ryc. 21, 22, 23 i 28), gdzie każdy stan lub prowincja, każdy rodzaj transportu ma swoje własne kolory.
Najprostszą i najwygodniejszą w odczycie formą tablicy rejestracyjnej jest prostokąt z jednorzędowym zapisem. Bardziej skomplikowane formy służą zazwyczaj dla pojazdów wolno poruszających się. Od 1980 roku prostokąt ze ściętymi górnymi rogami jest u nas stosowany dla przyczep ciągnikowych, a ze ściętymi dolnymi – dla przyczep samochodowych (ryc. 5) i ciągników.
Samochody włoskie łatwo rozpoznać po miniaturowej przedniej tablicy wprowadzonej już w 1927 roku (ryc. 18). Jest tak mała, że można ją zakryć dłonią. Trudno ją nie tylko odczytać, ale w ogóle dostrzec na szybko jadącym pojeździe. Dopiero niedawno, w celu zwiększenia kontroli ruchu, nieco powiększono jej wymiary.
Natomiast francuskie tablice mają długość ponad pół metra. W jednym rzędzie zapisanych jest na nich 6 cyfr i 2–3 litery. Jednymi z najkrótszych indeksów są fińskie – mają zaledwie 4–5 znaków. Najbardziej skomplikowane były austriackie tablice z lat 20., składające się z jednej litery i zestawu cyfr arabskich i rzymskich, na przykład A-XXXIV-365.
Jeszcze niedawno na naszych drogach można było spotkać „staruszki” „Pobiedy” i ZIMy z tylko jedną tylną żółtą tablicą wydaną w latach 40–50, kiedy przepisy na to pozwalały. W Ameryce Północnej skrajność jest inna. Tam międzymiastowe autobusy i ciężarówki przejeżdżające przez kilka stanów lub prowincji są dosłownie obwieszone numerami potwierdzającymi ich rejestrację we wszystkich tranzytowych i docelowych regionach (ryc. 16).
Za granicą znaczenie napisów na współczesnych tablicach rejestracyjnych jest analogiczne do naszych: cyfry to numer porządkowy rejestracji, a indeks literowy oznacza miejscowość „zameldowania” pojazdu. Są jednak wyjątki. Na przykład w kodach angielskich ostatnia litera wskazuje rok wydania tablicy (ryc. 11), a oddzielnymi cyframi na tablicach kubańskich i francuskich zakodowana jest prowincja lub departament. W Japonii nazwy miast lub miejscowości wyrażane są zestawem figur geometrycznych. Na przykład miasto Tokio kodowane jest za pomocą trzech kwadracików (ryc. 13). Górna cyfra 3 oznacza, że pojazd należy do prywatnego właściciela. Przedsiębiorczy mieszkaniec USA Doug Baxter wybrał dla swojego „volkswagena”, wyróżniającego się spośród amerykańskich samochodów większą ekonomicznością, nietypowy indeks 37-MPG (ryc. 20), który oznacza „37 mil na galon”. Oznacza to, że na jednym galonie benzyny można przejechać 37 mil (w naszych jednostkach odpowiada to zużyciu 6,36 l na 100 km). Na wszystkich amerykańskich tablicach można przeczytać nazwy stanów, w których zostały wydane, rok wydania oraz... krótkie napisy reklamowe typu: Montana – „wielki kraj narciarski” (ryc. 21), Illinois – „stan Lincolna” (ryc. 28) itp. W ogóle na tablicach amerykańskich i kanadyjskich nierzadkie są różnego rodzaju dodatki: kontury stanu (ryc. 21), białego niedźwiedzia (ryc. 22), gwiazdki (ryc. 23), herby. Nawiasem mówiąc, najmniejsze państwa Europy – Andora i Liechtenstein – dla lepszej rozpoznawalności opatrują tablice rejestracyjne swoimi herbami (ryc. 8). W Szwajcarii zaś, oprócz flagi konfederacji szwajcarskiej, nanoszony jest również herb kantonu, w którym zarejestrowano pojazd (ryc. 15). Na tablicach Monako (ryc. 27) w lewej części umieszczony jest znak przypominający herb. Jest to jednak wskaźnik okresu ważności tablicy złożony z różowych rombów – jeden romb odpowiada jednemu rokowi. Malownicze są tablice azjatyckie i afrykańskie, opatrzone napisami w językach tych krajów. Niektóre państwa, na przykład Liban, umieszczają nazwę swojego kraju (ryc. 24), a w Maroku po arabsku podaje się miasto, w którym wydano tablicę (ryc. 26).
JEWGENI KOCZNIEV, inżynier
