Pogoda — oto co najbardziej martwiło.
Generalny konstruktor „latającego roweru” (tak żartobliwie nazwali „Albatrosa”* dziennikarze) Paul MacCready wielokrotnie wcześniej deklarował: „Przy dobrym niebie wygrywamy jedną czwartą końskiej siły”. A to całkiem sporo dla tak niezwykłego przedsięwzięcia jak przelot przez Kanał La Manche na „Albatrosie”. W końcu aparat waży zaledwie 25 kg, ale pilot będzie musiał nieźle się napocić, pracując nogami, bez przerwy kręcąc śmigłem o średnicy 4,04 m z prędkością 72 obr./min. Tylko w takich warunkach pokryta poliamidową folią „ważka” o rozpiętości skrzydeł 29,09 m wzleci w powietrze i zacznie poruszać się z prędkością 18 km/h.
Badając statystyki meteorologiczne z ostatnich 60 lat, lotnicy zauważyli, że w maju — czerwcu nad cieśniną panują najlepsze warunki pogodowe do lotu: lekki północno-zachodni wiatr delikatnie przewiewa bardzo spokojne morze; ciepło, ale słońce nie nagrzewa syntetycznej konstrukcji aparatu. Ponadto, warunki lotu nie są komfortowe: pilot siedzi w zamkniętej kabinie z przezroczystej folii. Na pokładzie znajduje się niezbędne wyposażenie: termometr, wysokościomierz i kieszonkowa radiostacja do kontaktu z ekipą ratunkową towarzyszącą samolotowi na łodzi.
Długo czekano na sprzyjający moment. W końcu wieczorem 11 czerwca pojawiła się nadzieja: wiatr południowo-zachodni, 5 węzłów, widoczność ponad 10 km, fale do 2 stopni, zachmurzenie od średniego do wysokiego.
Idealnie! „Albatros” poleci teraz w towarzystwie pięciu łodzi, które już od dawna stoją na starcie w Folkestone. Całą noc dwóch lekarzy, meteorolog, fotograf, dwie dmuchane łodzie z nurkami czekają na Briana Allena, czekają na rozpoczęcie.
Wstępne prace zostały wykonane. Organy nadzoru lotniczego obiecały uwolnić cieśninę na czas lotu, meteorolodzy — stale dostarczać załodze niezawodne informacje o wszelkich zmianach pogody. 3 godziny 20 minut.
![]() |
Stu dziennikarzy, fotografów, czuwający miejscowi entuzjaści zebrali się na stromym klifie. Przed nimi La Manche. Brian wsiada do wąskiej kabiny. Naciskając pedały, pilot wprawia aparat w ruch. Jaka szkoda! Po dwóch metrach awaria podwozia. Zaczyna się naprawa. Mimo to, o 5:41 start w końcu się udaje. I znowu problem: po kilku metrach lotu nad wodą Brian musi zrobić zakręt, aby towarzyszące mu łodzie mogły ominąć piaszczystą mieliznę... Wydawałoby się, że dalej wszystko powinno iść doskonale, ale nie, pilot lecący na wysokości 5 m musi ustąpić miejsca tankowcowi, który mimo zajętości cieśniny obojętnie kontynuuje swój kurs...
...Minęła godzina lotu. MacCready na czołowej łodzi towarzyszy swojemu podopiecznemu. „Nogi ociężałe, silny ciężar w nogach”, — informuje Brian Allen. Ale to szybko mija, wysoka wytrenowanie pomaga poradzić sobie z nieprzyjemnym objawem. W końcu przed tym przelotem przeprowadzono około stu eksperymentalnych. Prawdą jest, że wiele z nich zakończyło się niepowodzeniem. „Piętnaście „Albatrosów” rozpadło się na kawałki. Jak to się mówi, nawet ich kości nie zebraliśmy!” — powie później Allen
Warunki tego unikalnego wyścigu zostały ustanowione w 1959 roku. Właśnie wtedy wpływowy przemysłowiec Kremer ustanowił nagrodę, którą miał otrzymać człowiek, który zdoła przelecieć na cięższym od powietrza aparacie określony dystans. Ale po licznych wypadkach uczestnik zespołu Jack Conmy powiedział: „Niech doprecyzują wszystkie warunki otrzymania nagrody, bo inaczej nigdy jej nie zdobędziemy i zostaniemy z jedenastoma funtami w kieszeni...”
W końcu organizatorzy nagrody doszli do „dokładnej” formuły, która brzmiała mniej więcej tak: przelećcie La Manche, a nagroda jest wasza.
MacCready i zespół zabrali się do pracy. Po kilku tygodniach żmudnej pracy udało im się odchudzić konstrukcję o 12 kg. „Przykłady do naśladowania znaleźliśmy w samej naturze. Na przykład pomysł sterowania lotem podsunął... sokół. Jeśli chce skręcić, robi to za pomocą ogona. Więc zrobiliśmy sztuczny ogon, ale umieściliśmy go przed nosem. Pilot pociąga za linkę i robi z „ogonem” to samo, co ptak. A ważka, owad, który łatwo wykonuje długie loty, podsunęła nam pomysł, który zatwierdził się w ostatecznym wyglądzie aparatu... Koła zębate zrobiliśmy z acetatowej żywicy, są bardzo lekkie, a celem było jak najdokładniejsze odtworzenie w aparacie i pilocie proporcji wagowych ptaka...”
...Po 2 godz. i 50 min. lot się zakończył. Niezwykle zmęczony Brian Allen wylądował maszyną na francuskim brzegu. MacCready rozpłakał się — spełniło się długoletnie marzenie konstruktora. Człowiek już może latać w niebie, polegając tylko na własnych siłach!

