W nawigacji 1980 roku po Turze, Tobolu, Irtyszu i Ob zapływały na barkach niezwykłe konstrukcje – skupiskowe i tłoczne stacje pomp dla pól naftowych Priobye.
Obiekty, na budowę których kiedyś poświęcano miesiące i lata, komsomolsko-młodzieżowy eksperymentalny zakład urządzeń blokowych produkuje obecnie w tak zwanym wariancie superblokowym. Te stacje będą tłoczyć wodę do wnętrza ziemi, wspomagając tym samym utrzymanie ciśnienia warstwy i zwiększenie wydobycia ropy.
Metoda kompletno-blokowa pozwoliła znacznie zmniejszyć zakres prac na placach budowy na północy, przenosząc montaż i składanie "pod dach", do hal fabrycznych. W wariancie blokowym stacja pompowa była montowana z 8-10 boksów o wadze od 18 do 50 ton. Boksy są uniwersalne pod względem transportu: wymiary narzucała kolej i wnętrze "Anteya". Natomiast dla superbloków ważących 220-300 ton nie ma, niestety, innych dróg transportu niż rzeczne.
Dlaczego naftowcy stali się aktywnymi zamawiającymi tego nieporęcznego sprzętu? Chodzi o to, że efektywność budowy blokowej bezpośrednio zależy od poziomu gotowości fabrycznej obiektu. Blokowa stacja jest gotowa w 50-55%, natomiast poziom gotowości superblokowej jest znacznie wyższy – 90-95%, i na polu naftowym pozostaje ją tylko postawić na fundamencie i podłączyć do sieci, co jest w mocy ekipy liczącej 8-10 osób. Ale wszystko to jest wspaniałe pod jednym warunkiem: jeśli pole naftowe jest przy brzegu, jeśli superblok nie trzeba ciągnąć po lądzie dziesiątki czy setki kilometrów. A nie ma na czym i czym go ciągnąć.
Wciąż kontynuujemy publikację materiałów dyskusyjnych na temat problemów budowy sterowców, rozpoczętą w poprzednim numerze. Specjaliści,
Od pierwszych lat wydobycia ropy i gazu na północy Tiumeni wiele gazet i czasopism (w tym "Technika - młodzieży"), mówiąc o problemach transportu, wspomina o sterowcu. Przyjmijmy tę nazwę jako umowną – nie chodzi o cygarokształtne zeppeliny. Sybiracy bardzo potrzebują urządzenia lżejszego od powietrza, o ładowności do 1200-1500 ton, zdolnego do przemieszczania się. Niech będzie sześcianem, systemem kul lub "pączkiem" – istotą jest nie kształt, ale możliwości.
Worek napełniony helem utrzymuje w powietrzu człowieka zbierającego szyszki cedrowe – ta pomysłowość została uwieczniona na fotografii w krasnojarskiej gazecie jakieś siedem lat temu. Patrząc na zdjęcie, pomyśleliśmy, my budowniczowie: a gdyby tak worek tysiąc razy większy! To byłoby marzenie każdej budowy! Wisi sobie nad placem budowy, solidnie przywiązany, a z niego zwisa hak, na którym można zawiesić wszystko, co potrzebne! A już jeśli podniesie, to wymyślimy, jak go wraz z ładunkiem przetransportować z Tiumeni do Jamurgu.
A Jamurg to bliska sprawa. Uren-goj "odpieczętowaliśmy", a złoże gazowe Jamurgu trzeba zagospodarować w 11. pięciolatce, żeby w 12. pełną miarą czerpać z niego gaz. Ale jest ono za kołem podbiegunowym, nad brzegiem Oceanu Arktycznego. Tam trzeba będzie przewozić w superblokowym wykonaniu i instalacje polowe, i stacje sprężające, i mieszkania, i stołówki, i wszystko inne. Bo tworzenie baz budowlanych tam, gdzie za dwa-trzy lata będą niepotrzebne, jest absurdalne. A przewożenie tysięcy budowniczych tam, gdzie przy nowej metodzie zagospodarowania można obejść się setkami lub nawet dziesiątkami, jest marnotrawstwem.
Nie można polegać tylko na drogach rzecznych – nawigacja jest zbyt krótka, a drogi od brzegów będą znaczne. Dlatego bez sterowca, którego ekonomiczną efektywność po K. Ciołkowskim nie raz przekonująco udowodnili entuzjaści-amatorzy, nie można sobie radzić w rozwoju przemysłu gazowego. Czas dyskusji o sterowcu, naszym zdaniem, minął. Nadszedł czas na stworzenie tego niezbędnego transportu.
ALEKSANDER GULKO, dyrektor komsomolsko-młodzieżowego eksperymentalnego zakładu urządzeń blokowych
WITALIJ KLEPIKOW, starszy inżynier stowarzyszenia "Snabkomplektmontaż", Tiumeń
Na zdjęciu powyżej: EPAK-1 wygląda imponująco, bo średnica aerokranu wynosi 15 m.