Zazwyczaj samoloty bojowe mają krótkie i jasne oznaczenie.

Na przykład, widząc oznaczenie literowo-cyfrowe I-5 lub SB, nietrudno domyślić się, że w pierwszym przypadku chodzi o 5. myśliwiec radzieckiej konstrukcji, a w drugim – o przedwojenny radziecki szybki bombowiec. Oczywiście, zdarzają się oznaczenia bardziej złożone. I tak, 7. ciężki bombowiec, stworzony w biurze konstrukcyjnym A. N. Tupolewa przez zespół W. M. Pietlakowa, początkowo nazywał się TB-7 (ANT-42), a następnie Pe-8. Natomiast w lotnictwie amerykańskim do oznaczenia samolotu zwykle włącza się nazwę firmy, kodowe oznaczenie klasy, numer modelu w lotnictwie wojskowym oraz własną nazwę maszyny. Dlatego oficjalny tytuł jednego z myśliwców II wojny światowej wyglądał następująco: Bell P-39 „Airacobra”.

Jednak ciętych na język pilotów nigdy nie zadowalał suchy lakonizm dokumentu i już od pierwszych lat istnienia lotnictwa, aż po dzień dzisiejszy, znajdują upodobanie w wymyślaniu różnorodnych przezwisk dla własnych i obcych samolotów. Jeśli zaś chodzi o powód, zawsze się go znajdowało.

Na przykład przeznaczenie maszyny. Jak tylko nie nazywano naszego wielozadaniowego dwupłata U-2 (Po-2): i „ogrodnikiem”, i „kukurydziankiem”, i „leśnikiem”, i „latającą ławką szkolną” – jednym słowem, w zależności od tego, gdzie pracowały te niespieszne niebiańskie uniwersalisty.

W innych przypadkach piloci żartobliwie przerabiali nazwiska konstruktorów lotniczych. Tak powstały „jaszki” (myśliwce A. Jakowlewa Jak-1), „pieszki” (bombowce W. Pietlakowa Pe-2), „szawruszki” (amfibie W. Szawrowa Sz-2).

Zdarzało się i tak, że powodem do powstania nieoficjalnej nazwy stawały się cechy wyglądu danego samolotu. I tak, radziecki myśliwiec-dwupłat I-153 z charakterystycznym załamaniem górnego płata piloci nazwali „mewą”, lekki samolot transportowy Jak-6, nieco przypominający większy Pi-2 (DS-3) – „duglasikiem”. Dwubelkowy niemiecki samolot korygujący ognia FW-189 najpierw żołnierze Armii Czerwonej, a za nimi piloci ochrzcili „ramą”, myśliwiec Me-109 za cienki kadłub i wąskie skrzydła – „chudym”, a nurkujący bombowiec Ju-87, którego chowane podwozie osłonięte było owiewkami – „łapciowcem”.

Niekiedy żartobliwa nazwa rodziła się z oficjalnego skrótowca. Dotyczyło to morskiego bliskiego rozpoznawczego MBR-2, przezywanego przez techników i pilotów „szopką” (lub „ambarczykiem”), i słynnego myśliwca I-16. Prawdopodobnie zestawienie liter I – Sz („i – szesnaście”) doprowadziło do tego, że maszynę tę piloci nazwali „isakiem” (a może zawinił tu jej krnąbrny charakter). Nawiasem mówiąc, I-16 miał jeszcze dwa inne przydomki – podczas wojny domowej w Hiszpanii republikanie nazwali go „mosca” („muchą”) w odróżnieniu od „chato” („kurczak” lub „zadarty nos”) I-15.

Z wydarzeniami hiszpańskimi związana jest historia innego ciekawego przezwiska. Jak wiadomo, w latach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej „katiuszami” nazywano samochodowe wyrzutnie rakietowe BM-13 i krążownicze okręty podwodne typu K. Ale pierwsza „katusza” pojawiła się na hiszpańskim niebie – były to wspomniane już bombowce radzieckiej produkcji SB. Dlaczego jednak przeistoczyły się one w „katusze” – trudno powiedzieć...

N. BOJECZYN, historyk